Biznes

Jak oszczędzać pieniądze na co dzień - nawyki, które działają także przy małych zarobkach

16 min czytania · 8 października 2026 · tekst: Ewa · ilustracje wygenerowane przez AI

„Odkładam, a i tak nic nie zostaje” - od czego zaczyna się oszczędzanie

Koniec miesiąca, zaglądasz na konto, a tam stan, który trudno nazwać inaczej niż zero. Postanowienie z pierwszego dnia - „w tym miesiącu naprawdę odłożę” - gdzieś się rozpłynęło między zakupami, ratą i rzeczami, które po prostu trzeba było zapłacić. To nie jest kwestia silnej woli ani tego, że nie umiesz liczyć. Mnie najbardziej uspokaja myśl, że przy większości domowych budżetów „nic nie zostaje” to nie wyjątek, tylko domyślny wynik - bo tak ustawiona jest kolejność.

I to właśnie od kolejności zaczyna się rozmowa o tym, jak oszczędzać pieniądze tak, żeby coś naprawdę zostało. Zasada „odłożę to, co zostanie” prawie nigdy nie działa, bo z definicji nie zostaje nic - do końca miesiąca każda złotówka znajduje swoje miejsce. Rozwiązaniem jest odwrócenie tej kolejności, ale nie da się tego zrobić w ciemno. Najpierw musisz wiedzieć, ile realnie masz do dyspozycji.

Stąd trzy kroki, w tej właśnie kolejności - i to jest rzecz, którą warto wynieść z tej części.

  1. 1
    Sprawdź, co schodzi na pewno

    Stałe opłaty i wydatki, które pojawiają się co miesiąc niezależnie od Twoich chęci. Dopóki tego nie policzysz, każda kwota do odłożenia jest zgadywaniem.

  2. 2
    Ustal kwotę, którą odkładasz

    Dopiero kiedy wiesz, ile zostaje po tym, co pewne, możesz wskazać realną sumę - nie wymarzoną, tylko taką, która przetrwa zwykły miesiąc.

  3. 3
    Zautomatyzuj to odkładanie

    Żeby decyzja zapadała raz, a nie trzydzieści razy w miesiącu przy każdej pokusie.

Punktem startu jest więc zajrzenie we własny budżet - ile wchodzi, ile wychodzi i na co. Jak to rozpisać krok po kroku, opisujemy osobno: jak zaplanować budżet domowy. Warto też wiedzieć jedno: odłożona kwota, która leży bezczynnie, z czasem traci na wartości - gdzie trzymać oszczędności na dłużej, to również osobny temat.

Dalej rozkładamy po kolei: nawyk odkładania, co ucieka z konta bez Twojej decyzji, babcine sposoby przesiane przez dziś. Jest też część dla sytuacji, w której po stałych wydatkach zostaje czyste zero - i to nie jest porażka, tylko inny punkt startu.

Odłóż, zanim zaczniesz wydawać - dwa miejsca na pieniądze, których nie widać na co dzień

Znasz to pewnie z własnego konta: pieniądze, które widzisz na widoku, powoli się rozchodzą. Nie na jedną dużą rzecz, tylko na dziesięć drobnych, z których żadna osobno nie wygląda na problem. Dlatego kwota, którą chcesz zatrzymać, ma najpierw zniknąć z pola widzenia - zaraz po tym, jak wpłynie, a nie pod koniec miesiąca, kiedy zostaje to, co zostało.

Dłoń wsuwa złożoną kartkę do jednej z dwóch gładkich kopert, obok leży zamknięty skórzany portfel.
Osobna koperta robi jedną rzecz: zdejmuje odłożoną kwotę z pola widzenia, zanim zdążysz ją wliczyć w resztę.

Działa to na jednej prostej logice: czego nie widać, tego trudniej wydać bez decyzji. Pieniądze leżące obok reszty nie są oznaczone jako „te odłożone” - są po prostu kolejną pozycją na saldzie. Masz na to dwa sposoby.

Pierwszy to osobne miejsce: druga przegródka albo osobne konto, na które kwota przechodzi sama. Jeśli masz jeden przelew w stałym dniu, pomaga stałe zlecenie - czyli powtarzalny przelew, który uruchamia się sam co miesiąc, bez Twojego udziału. Raz ustawiasz i masz to z głowy. Drugi sposób jest dla osób, które wolą gotówkę: fizyczna koperta albo skarbonka, do której odkładasz tę samą kwotę przy każdej wypłacie.

I tu ważna rzecz, bo stały dzień wypłaty to nie jest sytuacja każdej czytelniczki. Jeśli pracujesz na zlecenie, dorywczo, dostajesz gotówkę do ręki albo masz kilka źródeł naraz - zasada brzmi inaczej. Odkładasz od każdego wpływu, gdy tylko przyjdzie, a nie „15. dnia miesiąca”. Zamiast automatu robisz przelew ręczny od razu po tym, jak coś wpadnie. Wtedy mechanizm działa tak samo, tylko wyzwala go pieniądz, nie kalendarz.

Nie musi być od razu poważna suma. Mała kwota odkładana regularnie zbiera się lepiej niż jedna duża, po której odpuszczasz. Przykładowo, jeśli przy każdym wpływie przełożysz dziesięć czy dwadzieścia złotych na drugą przegródkę - to przykład rachunku, nie recepta na konkretną kwotę - po kilku miesiącach jest tam coś, czego byś inaczej nie zauważyła.

Jedno zastrzeżenie, bo bez niego ten sposób zawodzi. Zakłada on, że po stałych wydatkach coś zostaje. Jeśli nie zostaje nic i pytanie brzmi raczej „z czego zapłacić czynsz”, to inna sytuacja - wtedy ta metoda nie jest dla Ciebie i warto zacząć od części o naprawdę małym marginesie. Jest jeszcze jeden warunek: odkładanie „na ślepo”, zanim wiesz, co Ci realnie schodzi w miesiącu, kończy się wyjmowaniem po trzech dniach. Dlatego to, co ustalasz na początku - ile naprawdę zostaje - waży więcej niż sama kwota.

Cel z nazwą i terminem - jak nazwać to, na co odkładasz

Pieniądze odkładane „ogólnie” leżą bezbronne. Kiedy w głowie masz kopertę bez podpisu, każda niespodziewana pokusa - buty w przecenie, droższe zakupy pod koniec miesiąca - wygląda jak dobry powód, żeby „tylko pożyczyć od siebie”. Cel bez nazwy łatwo naruszyć, bo naruszasz coś, co i tak nie miało jeszcze kształtu.

Dlatego daj mu nazwę i termin. Nie „oszczędności”, tylko „na kurs w marcu”. Nie „na sprzęt”, tylko „na wymianę pralki do wakacji”. Konkret robi różnicę, bo sięgając po te pieniądze, sięgasz już po coś nazwanego - a to zupełnie inna decyzja niż skubanie bezimiennej kwoty.

Czy jeden cel, czy kilka naraz - zależy od tego, jak myślisz. Jedna osoba woli widzieć jeden rosnący słupek i nie rozpraszać się. Inna potrzebuje osobnych przegródek na różne rzeczy, bo wtedy każda z nich ma swój sens. Odkładanie nie musi być „dla rodziny” ani „na przyszłość w ogóle”. Czasem to po prostu coś swojego - kwota, przy której czujesz spokój, bo nie musisz się o nią nikogo pytać.

Wszystko schodzi na jedno konto z partnerem - gdzie odłożyć coś realnie osobnego?

To kwestia osobnego miejsca, nie ukrywania. Jeśli wspólny rachunek jest przejrzysty dla dwojga, trudno tam odłożyć coś, co ma być tylko Twoje - nie dlatego, że coś jest nie tak, tylko dlatego, że widać każdą złotówkę. Pomaga przegródka albo zwykła skarbonka poza wspólnym widokiem. Jak dzielicie pieniądze, to już wasza umowa, nie rzecz do rozstrzygania tutaj.

Osobnym celem bywa poduszka finansowa - zapas na nagłe wydatki, nie na coś konkretnego. Rządzi się trochę innymi zasadami i ma u nas własne miejsce, więc tu jej nie rozpisuję.

Żeby chciało się ciągnąć dalej, musisz widzieć postęp. Zapis w notesie, kreska za każdą wpłatą, rosnąca kwota na kartce przyklejonej na lodówce - cokolwiek, co pokazuje ruch do przodu.

Jedna granica: termin działa tylko wtedy, gdy kwota jest realna wobec tego, co faktycznie zostaje. „Pralka do wakacji” przy kilku złotych tygodniowo nie zmotywuje - pokaże tylko, jak daleko Ci do celu, i zniechęci. Wtedy lepiej dopasować termin do tempa niż tempo do terminu.

Gdzie pieniądze uciekają bez decyzji - subskrypcje, ciche opłaty i zakupy pod wpływem chwili

Część wydatków w ogóle nie przechodzi przez Twoją głowę. Nie siadasz, nie liczysz, nie decydujesz - usługa odnawia się sama, opłata schodzi po cichu, a w sklepie rzecz ląduje w koszyku, zanim pomyślisz, czy jej potrzebujesz. To nie jest kwestia silnej woli ani rozrzutności. Tak to zostało zbudowane: żeby kupowało się łatwo i bez zatrzymania.

Zacznij od tego, co odnawia się bez pytania. Przejrzyj usługi cykliczne i przy każdej zadaj jedno pytanie: czy użyłam tego w ostatnim miesiącu? Jeśli nie - to pierwszy kandydat do odcięcia.

Haczyk w tym, że nie wszystko widać na wyciągu z konta. Gdzie realnie sprawdzić:

  • wyciąg z konta i historia karty - płatności cykliczne, które schodzą wprost
  • sklep z aplikacjami w telefonie - zakładka z subskrypcjami, osobno dla systemu Android i dla iPhone'a; tam siedzą opłaty, których na koncie zbiorczo nie rozpoznasz
  • rachunek za telefon od operatora - doliczone usługi dodatkowe, często sprzed lat

Drugie źródło to zakup pod wpływem chwili. „Oferta znika za 2 godziny”, „ostatnia sztuka”, licznik w koszyku, kod z newslettera - to wszystko ma jeden cel: żebyś nie zdążyła pomyśleć. Sztuczny pośpiech jest częścią sprzedaży, nie Twoją ostatnią szansą. Ta sama logika stoi za „drugi produkt -50%”: kupienie dwóch rzeczy zamiast jednej to wydatek, nie oszczędność.

Działa na to jedna prosta rzecz - odczekanie. W sklepie odłóż rzecz i wróć po nią jutro. W internecie zostaw ją w koszyku i otwórz go za dobę albo kilka dni. Zdziwisz się, ile pokus znika samych. Krótka lista tego, po co wchodzisz do sklepu, działa podobnie - jest tarczą przed tym, czego nie planowałaś.

Zanim utniesz usługę, sprawdź warunki wznowienia. Rezygnacja czasem oznacza utratę ceny sprzed lat - przy ponownym włączeniu zapłacisz według dzisiejszego cennika, a starej stawki możesz już nie odzyskać.

Przegląd subskrypcji to pół godziny raz, nie codzienny rytuał. I jedna granica: odczekanie doby dotyczy impulsu, nie rzeczy pilnej i potrzebnej. Jeśli coś i tak musisz kupić, nie ma sensu zwlekać na siłę.

Rachunki za prąd, wodę i ogrzewanie - jak oszczędzać pieniądze w domu, gdy fakturę płacisz sama

Zanim zaczniesz przykręcać grzejnik i skracać prysznic, sprawdź jedną rzecz: czy to jest rachunek, na który masz wpływ. Jeśli ogrzewanie wliczone jest w czynsz i rozlicza je spółdzielnia ryczałtem, jeśli wynajmujesz pokój „ze wszystkim w cenie” albo mieszkasz u rodziców - przykręcanie kaloryfera nie obniży kwoty, którą płacisz. Tak samo kaloryfery bez głowic: nie masz czym regulować. Część zmian to decyzja właściciela mieszkania, nie Twoja. Dopiero kiedy fakturę dostajesz na swoje nazwisko i to Ty ją opłacasz, każda z poniższych rzeczy zaczyna coś znaczyć.

Dłoń z boku reguluje okrągłą głowicę termostatu grzejnika pod oknem, skala na głowicy niewidoczna.
Ta rada pracuje tylko wtedy, gdy fakturę za ogrzewanie dostajesz na swoje nazwisko - inaczej przykręcasz cudzy rachunek.

To wydatki, które wracają co miesiąc - więc nawet drobna zmiana pracuje długo, bez wysiłku z Twojej strony.

Prąd - gdzie ucieka, kiedy nikt nie patrzy

  • Urządzenia w trybie czuwania: telewizor, konsola, ładowarka w gnieździe - listwa z wyłącznikiem odcina je jednym ruchem.
  • Pranie w niższej temperaturze: codzienne rzeczy spokojnie piorą się w 40°C zamiast 60°C.
  • Zmywarka i pralka przy pełnym wsadzie, czyli uruchamiane, gdy bęben jest zapełniony - a nie przy trzech koszulkach.

Dwie granice, bez których te rady zadziałają odwrotnie. „Pełny wsad” to nie „upchany po brzegi” - przeładowana pralka pierze gorzej i wracasz do drugiego cyklu. A 40°C ma swój kres: nie domyje tłustych plam i nie wystarczy, gdy w domu ktoś choruje i pościel trzeba wyprać gorącą wodą. Przy wełnie i bawełnie z elastanem różnica między 40°C a 60°C to różnica między ubraniem, które przetrwa, a takim, które się zniszczy - sprawdź oznaczenie prania na metce swojej rzeczy.

Woda i ogrzewanie

Krótszy prysznic, zakręcanie wody przy myciu zębów, naprawiona uszczelka w cieknącym kranie - to wszystko wraca na rachunku. Przy ogrzewaniu: wietrz krótko i intensywnie, otwierając okno na oścież na chwilę, zamiast trzymać je uchylone godzinami, i nie zastawiaj grzejników meblami ani suszącym się praniem. W regionach z twardą wodą dochodzi osad w czajniku i pralce - to zmienna, której nie zmienisz nawykiem.

Przykładowo: jeden powtarzalny wydatek, obniżony o drobną kwotę miesięcznie, przez rok sumuje się w coś zauważalnego. Ile dokładnie - zależy od Twojej taryfy, metrażu i tego, czym grzejesz, więc nie obiecuję Ci konkretnej liczby. Mechanizm jest prosty: to, co powtarza się dwanaście razy w roku, warto ustawić raz.

Rzeczy używane i naprawa zamiast nowego - po czym poznać, kiedy to się opłaca

Nie każda rzecz musi być nowa, żeby robiła swoje - i czasem naprawa kosztuje mniej niż wymiana na model z półki. Pytanie nie brzmi „używane czy nowe”, tylko „co w tym konkretnym przypadku wychodzi taniej, licząc do końca, a nie tylko w dniu zakupu”.

Dobrze wychodzi używane tam, gdzie rzecz się nie psuje w ukryty sposób i da się ją obejrzeć przed kupnem: meble z litego drewna, książki, naczynia, część ubrań, rowery, narzędzia ręczne. Ostrożnie przy wszystkim, co ma silnik, grzałkę albo elektronikę - tam wada bywa niewidoczna, a przymierzyć jej się nie da.

Naprawa ma sens, kiedy jej koszt jest wyraźnie niższy niż wartość rzeczy, a sama rzecz jest jeszcze warta używania. Wymiana zamka w kurtce, podzelowanie butów, skrócenie spodni, naciągnięcie paska w pralce - to zwykle tańsze niż nowe. Odwrotnie bywa przy sprzęcie starym i energochłonnym: lodówka albo pralka sprzed wielu lat potrafi zjadać na prądzie tyle, że po naprawie i tak dopłacasz co miesiąc. Wtedy zużycie energii jest takim samym argumentem jak cena samej naprawy.

Tanie używane AGD bez gwarancji to ryzyko, którego nie zareklamujesz. Jeśli sprzęt padnie po tygodniu, zostajesz z podwójnym wydatkiem - raz za okazję, drugi raz za nowy. Przy używanym Twoje uprawnienia bywają inne niż przy nowym - sprawdź to, zanim zapłacisz. Przy naprawie policz też koszt diagnozy albo wyceny: bywa bezzwrotny, nawet jeśli potem rezygnujesz.

Rzeczy, których używasz raz na rok - wiertarkę, odkurzacz piorący, namiot - często taniej pożyczyć albo wymienić się z kimś niż kupować nawet z drugiej ręki. Warto to policzyć razem z czasem: polowanie na dobrą okazję i szukanie zakładu naprawczego też kosztuje godziny, a przy napiętym budżecie czas bywa równie deficytowy co pieniądze. To nie wada tej metody - to po prostu składnik rachunku.

Kobieta ceruje wełniany sweter w świetle lampy, obok na stole leżą nitka i igła.
Naprawa opłaca się dopóki rzecz jest jeszcze warta używania - przy starym sprzęcie na prąd rachunek mówi coś innego.

Granica jest tam, gdzie liczy się bezpieczeństwo: sprzęt, który grzeje albo pracuje pod napięciem, lepiej brać nowy i z gwarancją - tu ryzyko przewyższa oszczędność. A jeśli wynajmujesz mieszkanie, wymiana zepsutej lodówki czy pralki nie zawsze jest Twoją decyzją ani Twoim kosztem - to rozmowa z właścicielem, zanim sama coś kupisz.

Jak oszczędzać pieniądze przy małych zarobkach - co ma sens, gdy po stałych wydatkach zostaje zero

Są miesiące, w których po czynszu, rachunkach i jedzeniu nie zostaje nic - albo robi się minus. Wtedy rada „odkładaj choćby dwadzieścia złotych” nie jest pomocna, tylko fałszywa. Jeśli brakuje na jedzenie i na dach nad głową, to nie jest moment na oszczędzanie - i nie jest to kwestia Twojej dyscypliny ani silnej woli. To jest kwestia tego, że budżet się nie domyka, a to zupełnie inna rozmowa niż odkładanie drobnych.

Zamknięty zeszyt z długopisem i mały ceramiczny pojemnik na drobne na drewnianym stole, obok spokojnie leży dłoń.
Resztówki nie zbudują poduszki w miesiąc, ale zapisana końcówka to kwota, która realnie nie wraca do wydatków.

Oszczędzanie zaczyna mieć sens dopiero wtedy, gdy po rzeczach pewnych - opłatach i jedzeniu - naprawdę coś zostaje. Kolejność jest tu ważniejsza niż kwota: najpierw pieniądze na to, co stałe, potem dopiero to, co odkładasz. Odwrotnie wpadasz w pętlę „odłożyłam i musiałam od razu wyjąć”, która zniechęca szybciej niż brak odłożonej złotówki.

Jeśli margines jest malutki, pracują „resztówki” - końcówki, których i tak nie poczujesz. Zaokrąglasz w dół - na przykład zostało Ci na koncie 47 zł, traktujesz to jak 40 i te 7 zł przesuwasz na bok. Zbierasz bilon z portmonetki na koniec tygodnia. To nie zbuduje poduszki w miesiąc, ale kwota, która realnie zostaje i nie wraca do wydatków, jest zmianą - nie „za mało, żeby się liczyło”.

Kiedy budżet nie domyka się nie przez jeden gorszy tydzień, tylko systemowo, warto sprawdzić dwie rzeczy, których żaden artykuł za Ciebie nie rozstrzygnie. Pierwsza to rozmowa z pracownikiem socjalnym w ośrodku pomocy społecznej - to on ustala, co i w jakiej wysokości przysługuje. Druga to nieodpłatne poradnictwo obywatelskie, które obejmuje między innymi sprawy zadłużenia. Punkty działają w każdym powiecie, zapisujesz się telefonicznie lub mailowo przez starostwo albo przez formularz zapisy-np.ms.gov.pl; poradę można dostać też przez telefon. Korzysta z niej osoba, której nie stać na odpłatną pomoc, po złożeniu pisemnego oświadczenia (stan na 08.10.2026).

Porównywanie się z poradami pisanymi dla większych budżetów nic tu nie da - to nie ten sam margines i nie to samo pytanie.

Babcine sposoby na oszczędzanie - które nadal trzymają się dziś, a które przynoszą stratę

Dużo domowych nawyków ma w sobie prostą logikę: mniej marnujesz, mniej dokupujesz, dłużej używasz tego, co masz. Warto tylko zadać inne pytanie niż „tak robiła babcia”. Pytanie brzmi: co ten nawyk daje dziś Tobie - czy realnie zostawia pieniądze w portfelu, czy tylko ładnie wygląda we wspomnieniu.

Dwie kobiety w domowej spiżarni pełnej słoików z przetworami; jedna odstawia słoik na półkę, druga przygląda się z uśmiechem.
Weki mają sens, gdy kupujesz tanio w szczycie sezonu i naprawdę zjadasz to, co nastawisz - reszta to strata, nie zapas.

Część z tych sprytnych sposobów na oszczędzanie trzyma się bez zarzutu. Gotówka rozłożona do kopert nadal działa jak hamulec - trudniej wydać to, co fizycznie widzisz, jak się kurczy. Zapisywanie wydatków pokazuje, dokąd uciekają drobne. Cerowanie i przerabianie przedłuża życie rzeczy, które lubisz. Weki i sezonowe zapasy mają sens, gdy kupujesz tanio w szczycie i naprawdę zużywasz. A kupowanie mniej, za to lepszej jakości, zwykle wychodzi taniej na dłuższą metę.

Z tą ostatnią zasadą jest jednak granica. „Lepsza jakość” działa, gdy masz z czego wybrać wyższą półkę. Przy napiętym budżecie czasem jedyne dostępne jest tańsze - i to nie jest błąd, tylko realia miesiąca.

Dwa z tych nawyków bywają nieodwracalne, więc warto wiedzieć wcześniej, gdzie się zawalają.

Są też nawyki, które dziś częściej kosztują, niż oszczędzają. Kupowanie „na zapas, bo taniej” rzeczy, które zepsują się szybciej, niż zdążysz je zużyć, to nie oszczędność - to wyrzucone pieniądze. Podobnie oszczędzanie na wszystkim naraz, kosztem czasu i zdrowia.

Trzymam gotówkę w kopercie - a jak zalanie albo kradzież?

Gotówka w domu nie jest nijak chroniona i z czasem traci na wartości. Mała kwota na bieżące wydatki to jedno. Większe oszczędności to już osobne pytanie - gdzie trzymać je na dłużej - i nie rozstrzygniesz go, chowając zwitek do szuflady.

Jak nie odpuścić po dwóch tygodniach - co zrobić, żeby nawyk przetrwał gorszy miesiąc

Start zwykle idzie gładko. Pierwszy tydzień masz zapał, drugi jakoś się trzyma, a potem przychodzi trzeci i czwarty - i nagle znika ta łatwość. To nie jest brak charakteru. Zapał to paliwo, które z definicji się kończy, i każdy plan, który opiera się tylko na nim, pada mniej więcej w tym momencie. Dlatego dobra wiadomość jest taka, że nawyk nie ma zależeć od tego, czy akurat masz na niego siłę.

Trzy rzeczy zdejmują z Ciebie ten ciężar. Pierwsza: niech kwota schodzi sama, bez Twojej decyzji co miesiąc - wtedy gorszy nastrój nie ma nic do rzeczy. Druga: zacznij od sumy tak małej, że jej nie poczujesz, bo mały nawyk, który trwa, bije duży, który odpada po miesiącu. Trzecia: miej to gdzieś widoczne, żeby rosnąca liczba sama Cię ciągnęła dalej.

A co, gdy przyjdzie miesiąc, w którym musisz sięgnąć po odłożone? Po to te pieniądze leżały. Użycie ich zgodnie z celem nie jest wpadką ani powodem, żeby rzucić wszystko. Jeśli Twój dochód bywa nieregularny, w chudszym miesiącu odkładasz mniej albo nic, a w lepszym nadrabiasz. Liczy się to, że wracasz, nie to, że co miesiąc jest ta sama kwota.

Zrób teraz jedną rzecz, zanim zamkniesz tę stronę: albo sprawdź, co schodzi Ci z konta na stałe, albo załóż osobne miejsce na pierwszą, małą kwotę - to ten sam pierwszy krok, od którego zaczynał się cały ten tekst.

Jedno zastrzeżenie. Jeśli po stałych wydatkach naprawdę nie zostaje Ci nic, rada „wróć najmniejszą kwotą” teraz Cię nie dotyczy - i to nie jest żadna porażka. Zmuszanie się do odkładania z zera nie ma sensu; właściwy krok opisuje osobny fragment o małym marginesie. A jeśli problemem jest zadłużenie, wróć do części o małym marginesie - tam piszemy, gdzie dostać bezpłatną poradę.

Ewa

Tekst napisała

Ewa

Pisze o domu, kuchni, urodzie, ubraniach, pracy i pieniądzach. Lubi rzeczy rozpisane po kolei: co najpierw, co potem i w którym miejscu najłatwiej się pomylić. Jeśli coś da się zrobić w kwadrans, mówi to w pierwszym zdaniu.

Kim są nasze autorki

Kobieta

i Kropka

Działy010203040506070809